Poznań – miasto, w którym narodził się Dzień Babci. I co z tym zrobiliśmy
Dwa styczniowe dni – 21 i 22 – w polskim kalendarzu wyglądają niepozornie, ale kryją w sobie historię z poznańskiego hotelu, medialny łańcuszek i demograficzną rewolucję. Dziś Dzień Babci i Dzień Dziadka to nie tylko laurki od wnuków, ale też test, jak miasta – w tym Poznań – traktują swoich seniorów przez cały rok.
Tort, który zmienił kalendarz
Pozornie to była tylko miła scenka: styczeń 1965 roku, hotel Merkury w Poznaniu, na salę wjeżdża tort z napisem „Dla Babci”. Wokół dziennikarze, publiczność i aktorka, która tego dnia świętuje 85. urodziny. Mieczysława Ćwiklińska, gwiazda teatru i kina, gra właśnie rolę Babki w sztuce „Drzewa umierają stojąc”. Ktoś rzuca żart, że w Poznaniu właśnie obchodzi się Dzień Babci. Następnego dnia lokalna gazeta opisuje wydarzenie – i zaczyna się historia święta, które dziś zna cała Polska.
Tak, Dzień Babci naprawdę zaczął się w Poznaniu. A wraz z nim – w pewnym sensie – Dzień Dziadka, który kilka lat później dołączył do kalendarza. To dobra okazja, żeby zadać sobie dwa pytania. Po pierwsze: co nam mówi ta historia o samym mieście? Po drugie: czy potrafiliśmy przekuć sympatyczny epizod z tortem w mądrą, długofalową politykę wobec osób starszych?
Jak lokalny żart stał się ogólnopolskim świętem
Narodziny Dnia Babci to gotowy scenariusz na film: trochę przypadku, trochę lokalnej dumy i sporo siły mediów. Poznańska redakcja, zamawiając tort „Dla Babci”, chciała uczcić konkretną osobę – Ćwiklińską i jej rolę. Nikt nie planował wtedy ogólnopolskiej kampanii społecznej ani wpisu do kalendarza.
Ale kiedy 21 stycznia w hotelu padło zdanie, że „w Poznaniu obchodzimy Dzień Babci”, uruchomiła się wyobraźnia. Artykuł w lokalnej gazecie podchwyciły kolejne redakcje. Rok później ogólnopolskie dzienniki – w tym popularna prasa popołudniowa – oficjalnie ogłosiły 21 stycznia Dniem Babci. I tak, z poznańskiego żartu przy torcie, narodziło się święto, które dziś wydaje nam się czymś oczywistym.
Dzień Dziadka miał bardziej krętą drogę. Najpierw pojawiły się różne propozycje dat, m.in. 30 maja, w rocznicę urodzin Mieczysława Fogga. Ostatecznie wygrała prostota: skoro 21 stycznia jest Dniem Babci, to 22 stycznia niech będzie Dniem Dziadka. W efekcie mamy w kalendarzu parę świąt, które tworzą spójną całość – i które z roku na rok nabierają coraz większego znaczenia w starzejącym się społeczeństwie.
Poznań – miasto, które się starzeje (jak cała Polska)
Dziś Poznań nie jest już tylko kolebką sympatycznego święta, ale także podręcznikowym przykładem miasta, które mierzy się z demograficzną zmianą. Seniorów jest tu niemal 150 tysięcy – to bardzo duża część mieszkańców. A za liczbami stoją konkretne osoby: babcie i dziadkowie, którzy często jednocześnie pomagają w wychowaniu wnuków, opiekują się schorowanym małżonkiem i próbują poradzić sobie z własnymi ograniczeniami zdrowotnymi.
Starzenie się społeczeństwa bywa przedstawiane jako problem – wzrost kosztów opieki, presja na system zdrowia, brak rąk do pracy. Z perspektywy miasta warto jednak widzieć w tym także potencjał. Seniorzy to ogromny zasób doświadczeń, wolontariatu, wiedzy lokalnej, a także stałych bywalców instytucji kultury, parków czy osiedlowych klubów.
Dzień Babci i Dziadka w takim mieście przestaje być tylko kwestią laurek i czekoladek. Staje się soczewką, w której skupiają się pytania o to, jak traktujemy osoby starsze na co dzień, a nie tylko od święta.
Od laurki do miejskiej polityki
Na poziomie domowym Poznań nie różni się od reszty kraju. Wnuki – te najmłodsze – szykują laurki, wyklejanki, korale z makaronu. Starsze stawiają na prezenty „praktyczne”: książki, kosmetyki, bilety do teatru. Czasem największym luksusem jest po prostu wspólny obiad, spacer nad Wartą czy kawa w pobliskiej cukierni.
W przedszkolach i szkołach dzień ten tradycyjnie jest jednym z najważniejszych punktów zimowego kalendarza. Sale gimnastyczne zmieniają się w sceny teatralne: dzieci śpiewają piosenki, recytują wiersze, odgrywają mini-spektakle. Dziadkowie przychodzą „z aparatem w dłoni” – dziś częściej w smartfonie – i na chwilę to oni są w centrum uwagi.
Równolegle swoje robią instytucje kultury. Muzea, centra dziedzictwa czy ośrodki kultury przygotowują specjalne oprowadzania, warsztaty, rodzinne gry miejskie. Często w formule „wnuk + dziadek” – z darmowym lub tańszym biletem dla seniora. To nie są tylko akcje wizerunkowe. Dobrze zaprojektowane wydarzenie potrafi uruchomić rozmowę: o historii miasta, o tym, jak było „za dawnych lat”, o codzienności, która coraz częściej dzieje się w świecie cyfrowym, mało intuicyjnym dla wielu starszych osób.
W tle mamy jeszcze trzeci poziom: politykę miejską. I tu Poznań świadomie korzysta z faktu, że może przedstawiać się jako miejsce narodzin Dnia Babci. Za hasłem idą konkretne programy.
„Viva Senior” – gdy święto trwa cały rok
Pakiet „Poznań Viva Senior” to dowód, że świętowanie można przełożyć na systemowe rozwiązania. Miasto proponuje seniorom nie tylko ciepłe życzenia raz w roku, ale cały zestaw narzędzi, które realnie ułatwiają codzienność.
Jest więc miejska karta dla osób 60+, dająca zniżki na kulturę, sport, komunikację czy usługi. Są programy typu „Złota Rączka dla Seniora”, gdzie ktoś pomoże wymienić żarówkę, uszczelnić kran czy naprawić kontakt – drobiazgi, które dla osoby z ograniczoną sprawnością fizyczną stają się poważną barierą.
Są usługi transportowe dla tych, którzy mają trudności z poruszaniem się po mieście, i wypożyczalnie sprzętu rehabilitacyjnego, dzięki którym można dłużej pozostać we własnym mieszkaniu. Jest wreszcie cała sieć klubów seniora, miejsc aktywności i edukacji – również tej cyfrowej.
To wszystko brzmi jak katalog usług, ale w praktyce oznacza bardzo konkretne rzeczy: babcia nie musi prosić wnuka, żeby specjalnie brał dzień wolny z pracy, by zawieźć ją do lekarza; dziadek nie musi ryzykować upadku, wchodząc na stołek, żeby umyć okna; starsza osoba może wreszcie sama zapisać się na zajęcia czy spektakl, bo wie, jak kupić bilet online i ma środki transportu, by tam dojechać.
Święto relacji, nie gadżetów
Im bardziej popularny staje się Dzień Babci i Dziadka, tym mocniej rozkręca się też jego komercyjna otoczka. W styczniu witryny sklepów i cukierni zamieniają się w katalog prezentów: kubki z napisem „Najlepsza Babcia”, bombonierki z serduszkami, pluszowe misie w kaszkietach. Nic złego w sympatycznych drobiazgach – problem zaczyna się wtedy, gdy prezent zastępuje relację.
W Poznaniu coraz częściej pojawia się więc inny przekaz: najważniejszy jest czas. Godzina rozmowy, wspólne oglądanie starych zdjęć, pomoc w ogarnięciu internetowego konta pacjenta, wspólny spacer po mieście, które dziadkowie pamiętają w zupełnie innej odsłonie. To są „prezenty”, które działają także po 21 i 22 stycznia.
Gdzie wciąż mamy lekcje do odrobienia
Nie znaczy to jednak, że wszystko działa idealnie. Dzień Babci i Dziadka w Poznaniu, mimo pięknej historii i rozbudowanych programów, odsłania też słabe punkty.
Samotność seniorów
Nie każdy senior ma wokół siebie rodzinę, która pamięta o jego święcie. Część żyje samotnie, część doświadcza wykluczenia, część mierzy się z chorobą, która utrudnia wyjście z domu. Dla nich torty w cukierni i laurki w reklamach są raczej bolesnym przypomnieniem braków niż powodem do radości.
Wykluczenie cyfrowe
Wiele spraw – od umawiania wizyt lekarskich, przez komunikację z urzędami, po kontakt z wnukami – przeniosło się do internetu. Kursy obsługi smartfona czy komputera są potrzebne, ale często nie nadążają za tempem zmian. Jeśli chcemy, by Dzień Babci był naprawdę „po poznańsku”, czyli praktyczny, musimy zadbać, by seniorzy nie zostali na peronie, kiedy reszta miasta odjeżdża cyfrowym pociągiem.
Ograniczona oferta międzypokoleniowa
Jest coraz więcej projektów, w których wnuki i dziadkowie robią coś razem: gotują, rysują, projektują ogródki społeczne. Ale wciąż łatwiej znaleźć zajęcia „dla seniorów” i osobno „dla dzieci i młodzieży” niż wspólne działania. A to właśnie one budują prawdziwe mosty.
Miasto, które pamięta – także poza kalendarzem
Co więc zostaje, kiedy opadnie styczniowa fala życzeń i promocji? W idealnym świecie – przekonanie, że Dzień Babci i Dziadka to tylko przypominajka. Przypominajka, że mamy w mieście ogromną grupę ludzi, którym zawdzięczamy więcej, niż często chcemy przyznać.
Poznań ma rzadki przywilej: może opowiadać historię o tym, jak jedno miłe wydarzenie w hotelu Merkury zmieniło polski kalendarz. Ale prawdziwa siła tej opowieści nie leży w nostalgii za „starymi dobrymi czasami”, tylko w konsekwencji. W tym, że za tortem „Dla Babci” poszły programy społeczne, usługi, zniżki, wsparcie, kluby, warsztaty i dyskusje o tym, jak się dobrze starzeć w mieście.
Może więc największym komplementem dla Poznania byłoby to, gdyby pewnego dnia ktoś napisał: „Dzień Babci narodził się w Poznaniu. A potem Poznań pokazał innym miastom, jak świętować go mądrze – przez cały rok„.
tm, zdjęcie z abacusai


