Zabytkowy ceglany mur z gotyckim oknem jako świadek najstarszej historii Poznania
Architektura

Świadkowie z cegły i kamienia. Gdzie naprawdę ukrywa się najstarszy Poznań?

Spacerując ulicami historycznych miast, bardzo często ulegamy fascynującemu złudzeniu czasu. Patrzymy na wzniosłe wieże, czytamy na tabliczkach daty z wczesnego średniowiecza i automatycznie zakładamy, że mury przed nami pamiętają wzrok pierwszych władców. W przypadku stolicy Wielkopolski sprawa jest jednak znacznie bardziej skomplikowana, a wręcz detektywistyczna. Poznań to miasto, które wielokrotnie płonęło, było niszczone wojnami i poddawane ambitnym wizjom kolejnych pokoleń budowniczych oraz decydentów. Każda epoka chciała zostawić tu swój ślad, co doprowadziło do powstania niezwykłej, ale i mylącej, architektonicznej układanki.

Z tego właśnie powodu poszukiwanie najstarszych budynków musi opierać się na bardzo precyzyjnym rozróżnieniu kluczowych pojęć. Czym innym jest bowiem sędziwa metryka samego miejsca czy ukrytych głęboko pod ziemią fundamentów, a czym innym rzeczywisty wiek zachowanej do dziś bryły. Wiele wspaniałych poznańskich zabytków stoi na uświęconej tradycją ziemi, ale ich obecny wygląd to efekt nowożytnych przebudów, a czasem nawet dwudziestowiecznych interwencji konserwatorskich. Aby ustalić, gdzie ukrywa się autentyczny, pierwotny kształt, musimy odrzucić sentymenty i spojrzeć na miasto okiem surowego analityka przestrzeni.

Trudne początki i warstwy historii

Gdybyśmy mieli wskazać absolutnego faworyta w wyścigu o miano najstarszego zachowanego gmachu, nasze kroki musiałyby powędrować w stronę Komandorii. To tam wznosi się kościół św. Jana Jerozolimskiego za Murami, budowla o niezwykle bogatej i złożonej przeszłości. Jej najstarsze, romańskie partie murów pamiętają przełom XII i XIII wieku, co czyni ją jednym z najwcześniejszych przykładów architektury ceglanej w całym regionie wielkopolskim. Z miejscem tym wiąże się fascynująca historia zakonu joannitów, którym w 1187 roku książę Mieszko Stary przekazał tutejszą świątynię wraz z hospicjum, powierzając im misję opieki nad chorymi i znużonymi podróżnymi.

Należy jednak pamiętać, że świątynia na Komandorii nie jest wehikułem czasu zamrożonym w jednym, konkretnym stuleciu. Konstrukcja ta powstawała w wielu etapach, niczym żywy organizm adaptujący się do zmieniających się mód i potrzeb wiernych. Pierwotny romański rdzeń z czasem obrastał w gotyckie innowacje, na przełomie XV i XVI wieku doczekał się wieży oraz nawy bocznej, a w pierwszej połowie XVIII wieku zyskał barokową kaplicę Świętego Krzyża. Jeśli więc szukamy niezakłóconej formy z jednego okresu, ten obiekt stanowi architektoniczny kompromis, choć niewątpliwie pozostaje najstarszym żywym świadkiem murowanej architektury w mieście.

Podobny dylemat dotyczy drugiego z niezwykle starych obiektów, czyli dawnego kościoła dominikanów, pełniącego dziś funkcję kościoła jezuitów przy ulicy Dominikańskiej. Historycy sztuki są zgodni, że jest to najstarsza murowana budowla lewobrzeżnej części Poznania, o czym świadczą zachowane do dziś oryginalne, średniowieczne mury obwodowe. Do naszych czasów przetrwały tam również cenne detale, takie jak zachodni portal, urokliwy fryz ceramiczny czy fragmenty kamieniarki okiennej. Niestety, liczne pożary, niszczące powodzie i porywiste wichury sprawiły, że budynek ten uległ na przestrzeni wieków radykalnym przekształceniom, tracąc swoją pierwotną, w pełni spójną formę z XIII wieku.

Gotycka czystość, czyli triumf zachowanej formy

Jeśli naszym celem jest odnalezienie budynków, których zasadniczy, historyczny charakter nie został zatarty przez późniejsze przebudowy, musimy przenieść się do epoki gotyku. Doskonałym przykładem miejsca, gdzie średniowieczna logika przestrzenna nadal dyktuje warunki, jest kościół Bożego Ciała zlokalizowany przy ulicy Strzeleckiej. Inicjatorem jego budowy na początku XV wieku był sam król Władysław Jagiełło, a legenda głosi, że władca pielgrzymował tu po swoim wielkim triumfie na polach Grunwaldu. Budowla powstawała przez kilkadziesiąt lat, ale do dziś możemy w niej podziwiać imponującą, halową konstrukcję, w której trzy nawy o zbliżonej wysokości oddzielone są od siebie smukłymi, ostrołukowymi arkadami.

Wnętrze kościoła Bożego Ciała pozwala wręcz oddychać powietrzem piętnastowiecznego Poznania. Nie doświadczymy tu brutalnych ingerencji z epoki baroku, które w innych świątyniach często całkowicie niszczyły pierwotny surowy klimat. Wzrok przykuwają autentyczne gotyckie okna, wspaniałe kamienne maswerki zdobiące prezbiterium oraz niezwykle rzadkie portale wykonane z kolorowych, glazurowanych cegieł. To właśnie ta spójność wizualna i konstrukcyjna sprawia, że obiekt ten jest jednym z najcenniejszych zabytków dla każdego, kto szuka w mieście prawdziwego, niesfałszowanego średniowiecza.

Jeszcze bardziej wymownym przykładem architektonicznego nakładania się epok jest kościół Najświętszej Maryi Panny in Summo na Ostrowie Tumskim. Wznosi się on w miejscu o fundamentalnym znaczeniu dla polskiej państwowości, bezpośrednio nad reliktami palatium pierwszych Piastów i grodem Mieszka I. Sama bryła świątyni, którą dziś podziwiamy, jest jednak niezwykle czystym i jednolitym przykładem architektury gotyckiej z połowy XV wieku. Jego strzelista sylwetka, ostrołukowe okna, stromy dach i wyraźny, wertykalny rytm elewacji tworzą harmonijną całość, pozwalając turystom na jednoczesne obcowanie z ukrytym pod ziemią dziedzictwem X wieku oraz widocznym kunsztem XV-wiecznych muratorów.

Codzienność zapisana w cegłach

Historia architektury to jednak nie tylko potężne fundacje królewskie i monumentalne kościoły, ale również budynki służące codziennemu, choć niekiedy sformalizowanemu, życiu. Wyjątkowym punktem na mapie Ostrowa Tumskiego jest Psałteria, niepozorny, ale fascynujący budynek wzniesiony na początku XVI wieku z inicjatywy biskupa Jana Lubrańskiego. Ten późnogotycki dom służył jako miejsce zamieszkania dla psałterzystów, czyli grupy duchownych, których głównym zadaniem był nieustanny śpiew psalmów w pobliskiej katedrze. Choć ściana zachodnia i dach ucierpiały podczas tragicznych walk w 1945 roku, zostały one szybko zrekonstruowane, dzięki czemu budynek zachował swoją unikalną, autentyczną formę.

Psałteria zachwyca swoją prostotą, uciekając od przepychu wielkich rezydencji magnackich na rzecz skromnej funkcjonalności. Widać tu charakterystyczne dla późnego gotyku ceglanego schodkowe szczyty, miarowy rytm okien i bardzo oszczędną, nienachalną dekorację. Dla badaczy przeszłości jest to obiekt równie istotny co wielkie świątynie, ponieważ pozwala zajrzeć za kulisy instytucjonalnego życia dawnego Poznania. Stanowi on namacalny dowód na to, jak organizowano przestrzeń dla wspólnot ściśle związanych z liturgią katedralną, oferując wgląd w prozaiczny wymiar minionych epok.

W kontekście życia codziennego i handlowego serca miasta nie sposób pominąć słynnych domków budniczych, stanowiących ikonę Starego Rynku. Historia tego miejsca sięga głębokiego średniowiecza, kiedy to funkcjonowały tu prowizoryczne, drewniane budy kupieckie, zastąpione w XVI wieku przez ciąg wąskich, murowanych kamieniczek z urokliwymi, renesansowymi podcieniami. Do dziś można odnaleźć na nich historyczne daty, jak choćby rok 1535 wyryty na jednej z głowic piaskowcowych kolumienek, czy rok 1538 zdobiący dawną Kancelarię Miejską. Jednak w ich przypadku należy zachować dużą ostrożność interpretacyjną.

Domki budnicze, choć reprezentują szesnastowieczną myśl urbanistyczną, w rzeczywistości padły ofiarą ogromnych zniszczeń podczas II wojny światowej. To, co dziś oglądamy, jest w dużej mierze efektem tytanicznej pracy powojennych konserwatorów, którzy odtwarzali dawny charakter rynku, ratując i wkomponowując ocalałe detale renesansowe w nowe mury. Nie są one zatem nienaruszoną, autentyczną tkanką sprzed wieków, lecz raczej hołdem dla dawnej świetności, zrealizowanym na podstawie zachowanej dokumentacji. W ścisłym, rygorystycznym rankingu oryginalności muszą więc ustąpić miejsca budowlom, które uniknęły aż tak drastycznych wojennych ran.

Renesansowe złudzenia i miejska duma

Rozważając kwestię najstarszych gmachów w mieście, zawsze pojawia się temat poznańskiego ratusza. Wielu turystów intuicyjnie zakłada, że ten monumentalny gmach jest czystym reprezentantem wczesnego średniowiecza. Prawda jest taka, że choć w jego podziemiach skrywają się autentyczne, gotyckie piwnice, z zewnątrz budynek jest wspaniałą manifestacją renesansu. Swój obecny, powszechnie rozpoznawalny kształt zawdzięcza on przebudowie z połowy XVI wieku, którą kierował wybitny włoski architekt, Jan Baptysta Quadro. To właśnie wtedy dodano wspaniałą loggię, bogatą attykę i zdobienia, które na zawsze zmieniły oblicze rynku.

Ratusz nie zajmie pierwszego miejsca w plebiscycie na najstarszą zachowaną bryłę, ale jest bez wątpienia najważniejszym dokumentem historycznym opowiadającym o transformacji miasta. Zastosowane w nim style i rozmach architektoniczny to fizyczny dowód na przeobrażenie się Poznania ze średniowiecznego ośrodka kupieckiego w bogatą, renesansową metropolię, dumną ze swojej samorządności. Znanym wszystkim koziołkom na wieży nie wolno przysłonić faktu, że cały gmach jest perłą nowożytnej myśli, a nie zamrożonym w czasie zabytkiem wczesnopiastowskim.

Podobny, weryfikujący zapał badacza trzeba przyłożyć do tak słynnych miejsc jak katedra poznańska, Akademia Lubrańskiego czy Pałac Górków. Katedra to absolutny fundament polskiej historii, ale jej obecna, wspaniała fasada to wizja powojennych architektów, próbujących cofnąć czas do wymarzonego gotyku po ogromnych zniszczeniach wojennych. Z kolei gmach Akademii, mimo wspaniałych początków w pierwszej ćwierci XVI wieku, swoją ostateczną, dzisiejszą formę zawdzięcza rozległym pracom modernizacyjnym przeprowadzonym w latach dwudziestych ubiegłego stulecia. Nawet szesnastowieczny Pałac Górków, niegdyś wspaniała rezydencja miejska, to po wojennych pożarach w dużej mierze odbudowana skorupa z zachowanymi jedynie fragmentami oryginalnych piwnic i portali.

Zabytkowa tkanka miasta to fascynujący, ale i zdradliwy obszar dla poszukiwaczy czystej historii. Jeśli pragniemy dotknąć najstarszych murów z oryginalnego nadania, powinniśmy udać się na Komandorię i podziwiać złożoną strukturę kościoła św. Jana Jerozolimskiego. Jeżeli jednak marzymy o doświadczeniu niezakłóconej przestrzeni, w której twórcza wizja architekta przetrwała próbę wieków bez większych zniekształceń, nasze kroki muszą skierować się ku gotyckim nawom kościołów Bożego Ciała i Najświętszej Maryi Panny in Summo. Architektura to przecież proces, a najstarszy Poznań to nie jeden wyizolowany budynek, lecz cała sieć materialnych opowieści, które wciąż czekają na wnikliwych słuchaczy.

tm, abcs

Możliwość komentowania Świadkowie z cegły i kamienia. Gdzie naprawdę ukrywa się najstarszy Poznań? została wyłączona